Bethany
Wpatrywałam się w niego jak idiotka. Oczywiście pojawiły się komentarze. W ogóle nie rozumiem swojego zachowania. Stałam na środku, patrzyłam na sławnego nastolatka, chamskiego nastolatka, seksownego nastolatka.. Ogh! Chociaż to co zrobiłam powinno być normalne. Przecież masa dziewczyn tak postępuje wobec niego i jego zespołu. Ale tak też zrobiłam JA. A JA nie jestem normalna.
Widziałam jak on i jego koledzy wpatrywali się we mnie i coś między sobą szeptali. Mogę się domyślić co. Co ja wam ludzie zrobiłam? Nie mogę żyć jak normalna nastolatka, tylko ciągle wytykana? Najwidoczniej nie. Ale o marzenia należy walczyć. Wtedy one mają sens.
Calum
Minęło kilka dni od naszego spotkania z Beth. Ciągle myślałem co zrobić, by ją bliżej poznać. Nie mogę przecież do takiej dziewczyny od tak podejść i zagadać. W dalszym ciągu nie rozumiem, dlaczego mi tak na tym zależy.. Mijamy się korytarzem. Dzisiejszy dzień miał być taki sam. Obok sali od chemi mięliśmy się minąć, spoglądając na siebie. Lecz dzisiaj ma się wszystko zmienić. Ma się odmienić nasze życie...
.
.
.
Jak zwykle rozmawiałem z chłopakami obok mojej szafki i śmialiśmy się ze wszystkiego. Zauważyłem znaną mi postać, przechodzącą obok kontenerów.
-Idealnie się tam nadajesz, Jones! - krzyknął jakiś gnojek do Beth.
Ona nawet na niego nie spojrzała! Nic, poszła dalej. Ja bym odrazu mu przyłożył, ale ona.. Dlatego jest inna. Nie jest dziwna, jest po prostu inna. Jest sobą.
-Na co się tak gapisz? - zapytał Mike próbując spojrzeć w stronę, w którą ja patrzyłem. - Aa, już wiem. - zrobił swoje słynne spojrzenie.
Nie odpowiedziałem. Ruszyłem w jej stronę. Szedłem tak szybko, jakbym był lwem i zauważyłem jedyną na świecie antylopę. Co ja wyprawiam?!
-Zaczekaj! - krzyknąłem w jej stronę. To wszystko pod wpływem impulsu. Ona odwróciła się napięcie. Pewnie rozpoznała mój głos. Wyjdę na mięczaka, jeżeli się nie odezwę, ale zapewne tak będzie. Będę stał i wpatrywał się w jej czekoladowe powieki. Pięknie, zapamiętałem jej kolor oczu. Ciekawe co jeszcze... Dość! Byłem już blisko niej. Co zrobić? Po co ją zawołałem?!
-Wołałeś mnie?
-Ymm, t-tak. - świetnie, mówię jak jakaś gówniara.
-Ty się jąkasz?
-N-nie.
Cholera.
Bethany
On się jąka? On? Przy mnie?! Calum Hood się jąka? Po co mnie zawołał? Może chce mnie wyśmiać? Jak każdy..
-Ja chciałem zapytać.. Zapytać..
Ni stąd ni zowąd podszedł do mnie i.. pocałował. Co ja mam do cholery zrobić? Odwzajemnić to? Nie, nie, nie. To jakiś żart. Kto normalny całuje osobę, którą zna dopiero drugi dzień? Może on nie jest normalny.. Ta, kto to mówi. Po chwili odsunął się ode mnie i patrzył głęboko w moje oczy, które się zaszkliły. Dlaczego? Nawet przenajświętszy Bóg tego nie wie.
-Ej, nie płacz. - opuszkiem palca przejechał po moim policzku, aby pozbyć się łez.
-Wytłumacz mi do cholery co to miało być. - zaczęłam spokojnie. - Chcesz mnie przeleć a na drugi dzień wyzywać od dziwek? Może uwieść a następnie zabić, by nie oglądać takiej wariatki jak ja?! No odpowiedz! - nie skończyło się na cichym pytaniu.
-Nie, nic z tych rzeczy. Po prostu nie rozumiem dlaczego inni cię tak traktują. Chciałem sprawdzić, jak zareagujesz, gdy cię pocałuję.
-Aha, czyli chciałeś mnie przetestować? Jeszcze gorzej. - odparłam wściekle i uciekłam. Nie obchodziło mnie to, że opuszczę resztę lekcji. Chociaż zawsze byłam dobrą uczennicą. Nie wiedziałam, że ten kretyn pobiegnie za mną.
-Bethany!
Możesz krzyczeć ile chcesz.
-Bethany! Bethany! Beth.. - brakło mu sił w płucach, a taki wokalista.. - Kuźwa, Bethany stój!
Zatrzymałam się. Po co? Może oczekuję wyjaśnień.
-Bethany, nie chodziło mi o to. Chcę wiedzieć, dlaczego ludzie mają o tobie taką opinię. Nie znam cię, ale mam zamiar to zmienić. Więc pozwól mi do ciebie dojść.
Dobra, zabrzmiało to dojść dziwnie. Te słowo ma dwa znaczenia, a on mógł użyć tych dwóch.. lub jednego. Tego gorszego. Nie pozwolę ani na jedno, ani na drugie. Chcę zostać sama.
-Cóż, twoje starania pójdą na marne.
-Mówisz to z taką obojętnością, jakby ci zależało na poznaniu mojej osoby. - lekko poruszył kącikami ust do góry, przez co powstał jego cwaniacki uśmiech.
Dupek.
-Ja chciałem zapytać.. Zapytać..
Ni stąd ni zowąd podszedł do mnie i.. pocałował. Co ja mam do cholery zrobić? Odwzajemnić to? Nie, nie, nie. To jakiś żart. Kto normalny całuje osobę, którą zna dopiero drugi dzień? Może on nie jest normalny.. Ta, kto to mówi. Po chwili odsunął się ode mnie i patrzył głęboko w moje oczy, które się zaszkliły. Dlaczego? Nawet przenajświętszy Bóg tego nie wie.
-Ej, nie płacz. - opuszkiem palca przejechał po moim policzku, aby pozbyć się łez.
-Wytłumacz mi do cholery co to miało być. - zaczęłam spokojnie. - Chcesz mnie przeleć a na drugi dzień wyzywać od dziwek? Może uwieść a następnie zabić, by nie oglądać takiej wariatki jak ja?! No odpowiedz! - nie skończyło się na cichym pytaniu.
-Nie, nic z tych rzeczy. Po prostu nie rozumiem dlaczego inni cię tak traktują. Chciałem sprawdzić, jak zareagujesz, gdy cię pocałuję.
-Aha, czyli chciałeś mnie przetestować? Jeszcze gorzej. - odparłam wściekle i uciekłam. Nie obchodziło mnie to, że opuszczę resztę lekcji. Chociaż zawsze byłam dobrą uczennicą. Nie wiedziałam, że ten kretyn pobiegnie za mną.
-Bethany!
Możesz krzyczeć ile chcesz.
-Bethany! Bethany! Beth.. - brakło mu sił w płucach, a taki wokalista.. - Kuźwa, Bethany stój!
Zatrzymałam się. Po co? Może oczekuję wyjaśnień.
-Bethany, nie chodziło mi o to. Chcę wiedzieć, dlaczego ludzie mają o tobie taką opinię. Nie znam cię, ale mam zamiar to zmienić. Więc pozwól mi do ciebie dojść.
Dobra, zabrzmiało to dojść dziwnie. Te słowo ma dwa znaczenia, a on mógł użyć tych dwóch.. lub jednego. Tego gorszego. Nie pozwolę ani na jedno, ani na drugie. Chcę zostać sama.
-Cóż, twoje starania pójdą na marne.
-Mówisz to z taką obojętnością, jakby ci zależało na poznaniu mojej osoby. - lekko poruszył kącikami ust do góry, przez co powstał jego cwaniacki uśmiech.
Dupek.
-Jesteś nie zbyt skromny, a zarazem bezczelny. Powiedz prawdę, chcesz mnie wyśmiać. Prawda?
-Czy wyglądam teraz na człowieka, który chce się śmiać prosto w twoją piękną i delikatną twarz? - mówiąc to, delikatnie przejechał dłonią po moim policzku.
Czuję jak coś mnie piecze. Pali! Odruchowo dotknęłam moich policzków. Ja się chyba nie rumienię?!
-Słuchaj, nie chcę nikogo dopuszczać do mojego życia.
-Może po tym zmienisz zdanie.
.
.
.
.
.
___________________________________
Szczerze? Jestem zadowolona z tego rozdziału, chociaż nie wiem jaka jest wasza opinia. Co zrobi Calum, by udowodnić Bethany, że nie jest taki jak inni? Komentujcie misiaczki!

świetne, pisz dalej bo jestem mega ciekawa co sie wydarzy
OdpowiedzUsuńCiekawe co dalej. Ju sie nie moge doczekać kolejnego rozdziału. Pisz dalej bo masz talent :*
OdpowiedzUsuńWow! Może to głupie pytanie... ale piszesz to sama? Jeśli tak to MEGA WOW! MASZ DZIEWCZYNO TALENT!!! Myślę, że powinnaś serio pomyśleć o jakimś zareklamowaniu siebie!!! Ogromny szacun!
OdpowiedzUsuńOjej, dziękuję. Tak, piszę to sama. Heheh ;) Oczywiście wejdę na twojego bloga :)
Usuńps. zapraszam na swojego bloga - http://vitraillight.blogspot.com
OdpowiedzUsuńświetny drugi rozdział, czekam na kolejny! :)
OdpowiedzUsuńzapraszam do nas http://ahughtblog.blogspot.com/
super rozdział.
OdpowiedzUsuńzapraszam do siebie, ty wpadasz do mnie=ja do Ciebie! :)
http://photographyandmodel.blogspot.com/